Humor w Jeżycjadzie

W Jeżycjadzie dostajemy dużo „ciepełka” płynącego z Borejkowego domowego ogniska, ale również sporo naprawdę komicznych sytuacji. I nie tylko rodzina B. jest źródłem tego komizmu. Zebrałam dla Was kilka moich ulubionych scen, które niezmiernie mnie rozbawiły.

Bobcio Neron

Zanim Florian Górski stał się buntownikiem Baltoną, to dla rodziny był Bobciem urwisem. Jak już ustaliliśmy na naszym profilu FB, to on jest autorem pisanek z wizerunkiem Hitlera w wianuszku z kwiatów i bakterii. Szósta Klepka rozpoczyna się mocnym wstępem właśnie z udziałem Bobcia. Otóż chłopiec zafascynowany postacią Nerona i jego zapędom do ognia, postanowił spalić Rzym na własnym balkonie. Drogie kalki wujka Żaczka paliły się pięknie, podobnie firanki. O mały włos nie doszło do pożaru, ale nasz mądry chłopczyk pospieszył z wodą. Później odbył się rodzinny sąd nad sprawcą pożaru.

„- Słowem… – męczył się Żaczek. – Niejako… Słuchaj, Bobcio, a może ty sam mi powiesz, jak mam cię ukarać? – Zabij mnie – zaproponował Bobcio, szczerze zainteresowany tą niecodzienną perspektywą.”

Wyobraziłam to sobie. I wciąż mnie ta wymiana zdań bawi. Przezabawna była również sytuacja, kiedy to arcyważny obiad Żaczków z rodzicami przyszłego męża Julii, Tola, został gwałtownie przerwany reanimacją „mysza” Bobcia.

„-Nowakowski go zamurował! Nowakowski go zamurował! – wykrztusił wśród szlochów – żywcem! żywcem!
– Kogo?! – krzyknęła mama Żakowa.
-Mojego mysza! Mojego mysza!” 

Mamerciątka i Mikołaj

Tomcio i Romcia to dzieci nader inteligentne, ciekawskie i oryginalne. Abstrakcyjnymi pytaniami strzelają z prędkością karabinu maszynowego, a dodają do tego filozoficzną nutę małych mędrców. Już na początku „Kłamczuchy” mamy do czynienia z próbką ich pytań.

– Czy biedronka ma uszy? – spytała Romcia, celując palcem wskazującym w Anielę.
Zaskoczona Aniela przyjrzała się dokładnie stworzeniu, które stało tuż przed nią, czekając surowo na odpowiedź. Romcia miała błękitne oczy i wodziła nimi chłodno i obiektywnie po twarzy gościa.
– Nie wie – mruknął Tomcio, szturchając siostrę łokciem. – Tak też myślałem.
Od odpowiedzi najwyraźniej mogło wiele zależeć. Aniela zdecydowała się w jednej chwili.
– Biedronka nie ma uszu – odparła stanowczo. – Ale wcale tego nie żałuje. Gdyby miała uszy, zamęczyłby ją huk odrzutowców.
Dzieci spojrzały po sobie.
– Dobrze mówi.
– Dobrze. Sympatyczna, okulary ma.
– I zeza.

A druga moja ulubiona scena z udziałem Mamerciątek to moment, gdy dzieci rozpakowują prezenty od Mikołaja i zdają sobie sprawę z tego, że ich rodzice nie dostali niczego. Postanawiają temu zaradzić.

-Tata już jest stary – szepnęła Romcia. – Mama też – wzruszył się Tomcio. – Pewnie niedługo umrą. W ogóle wszyscy umrą – podzieliła się Romcia z bratem niedawno nabytą mądrością. Jej głos był pogodny i rzeczowy. – Będzie mi smutno, jak umrą. Nigdy ich nie zapomnę – obiecał Tomcio i jednym ciągiem dodał: – Próbowałaś tych landrynek? – Kwaśne. Ty, a co będzie, jak wszyscy umrą? Nie będzie wcale ludzi? – Głupia. Nowi się urodzą. Wiesz jak. – Wiem. Dziadziuś niedługo będzie miał dziecko. Ma taki duży brzuch. – Oj, Roma, jakaś ty dziecinna. – Urodzi takiego malutkiego dziadziusia, hihi. W okularkach. – Uch. Chodź do kuchni, wariatko. Po małej chwilce plaskanie bosych stopek oddaliło się i rozbrzmiało w kuchni. – Ile masz w tej szufladzie, nieboszczko? – szepnął Mamert do żony kątem ust, nie otwierając oczu ani nie zmieniając pozycji. – Dwie setki. Cicho, idą! Szuranie w okolicy pantofli. – Każdemu po jednym, każdemu po jednym – naganiał Tomcio. – I teraz trochę tych drobnych. – Mało tego – stwierdziła Romcia. – Może byśmy wzięli więcej od cioci Lili? Ona trzyma pieniążki w szafie, pod prześcieradłami. Mamert jęknął mimo woli i udał, że stało się to we śnie. Spłoszone tym odgłosem dzieci pognały do łóżeczek. – Teraz zgaśmy światło i udawajmy, że śpimy – pouczył Romcię brat. – Jak się obudzą, to powinni pomyśleć, że był Mikołaj. – No, to gaś. A kiedy oni wstaną? – Niedługo. Tata idzie do pracy. Pstryknięcie. Światło zgasło. – Tata dużo krzyczy, ale jest kochany – oznajmiła Romcia w ciemnościach i zapadła cisza. Upłynęło pięć minut. – Śpią i śpią – mruknął Tomcio ze zniecierpliwieniem. – Ja ich zawołam. – Spokój, smarkulo – rzekł Tomcio i z premedytacją rąbnął sabotem w poręcz łóżka. – Cóż to, ach, cóż to?! – wykrzyknęła Tosia scenicznym sopranem. – Słyszę jakiś hałas! – To pewnie z ulicy – włączył się Mamert. – Cicho, bo obudzisz nasze kochane dzieci. – Ciekawe – powiedziała Tosia. – Czy był u nich Święty Mikołaj? – Na pewno. Były przecież grzeczne… w miarę. Szkoda, że do nas nie przyszedł. – O, tak, to smutne. – Zapal lampkę – rzekł Mamert z namaszczeniem. – Nie mogę znaleźć pantofli. . Zza szafy dobiegło stłumione sieknięcie, jakby ktoś komuś siłą wtłaczał w gardło wybuch radości. Tosia też musiała stłumić chichot, przyciskając usta ręką. Zapaliła światło. – Ciekawe – przemówiła. – Moich też nie widać. – O, tu są! – krzyknął Mamert. – Żono, spójrz! Był u mnie! – U mnie też! – zawtórowała mu Tosia. – A co ci przyniósł? Szamotanina i łomot za szafą. – Pieniążki! Pieniążki! – rozległ się przenikliwy głosik Romci, która, niestety, nie wytrzymała ciśnienia, tajemnicy. A w chwilę później wszyscy razem kotłowali się na tapczanie, śmiejąc się, ściskając i całując wzajemnie, i budząc o bladym świcie śpiącą pod ich pokojem ciotkę Lilę.”

Bracia Lisieccy

A skoro jesteśmy w temacie dziecięcych bohaterów to warto również przypomnieć list Braci Lisieckich do Idusi, po tym jak uratowała jednemu z nich życie.

„Wcale nie jesteś Rudym Kościotrópem
Jesteś Leprza i Grupsza nawet ot
Robin chuda”
– przeczytała mama Borejko koślawy napis pod rysunkiem, świadczącym o jak najlepszych intencjach twórcy. Rysunek przedstawiał opasłą babę z ogromnymi piersiami i nogami jak dwa salcesony, która to postać miała dziko pomarańczowe włosy, znacząco i starannie zamazane kredką koloru czarnego.

Dla takich słów warto ratować nawet oprawców Lucypera!

Gieniusia

Oczywiście na liście przekomicznych dziecięcych bohaterów znajduje się również Gieniusia Bombke vel Sztompke i jej słynna scena w filharmonii.

,,Jaki on śliczny! Jak robak – pomyślała zachwycona Aurelia i wpatrywała się z rządzą na piękną, łysą główkę dyrygenta. (…)
Miecznikowi nie dane było odśpiewać swą arię do końca. Ciągnąc wysoki ton, urwał niespodziewanie i nie wyjaśnił publiczności, co mianowicie trzeba oddać na skinienie – za to osłupiałym wzrokiem zapatrzył się w pierwszy rząd, jakby widział tam – on jeden – czające się, straszliwe niebezpieczeństwo.
W rzeczy samej, coś się nagle zaszamotało, kwiknęło, z kanału dla orkiestry dobył się przerażający głos męski, ryczący: – Yy,y; – muzycy zgubili ton, a Miecznik na scenie dostał napadu śmiechu.
Stało się bowiem to, co stać się musiało: Genowefa wywiesiła się za balustradę i kwicząc pomacała znienacka lodowatą rączką łysinę pana dyrygenta.”

Oczywiście wiersz do pana Lewandowskiego i „Dzień dobry, przyszłam na obiadek”, również znajdują się wysoko na tej liście.

Bardzo lubię również opowieść pani Lelujkowej o małym Wiktorze, w części „Imieniny”.

„Otóż pani Lelujkowej daleko było do elokwencji pana Żeromskiego. A jednak opowiedziała parę pysznych anegdot – jak podkreślił Bernard – doskonale wkomponowaną puentą, zdradzając tym samym poczucie humoru wysokiej próby oraz dar inteligentnej narracji. Najzabawniejsza – zapewne prawem kontrastu – była opowieść o Wiktorze, który jako czterolatek pragnął zostać księdzem i przyodziawszy się w obrus, związany na szyi, zwykł był chodzić po mieszkaniu z płaskim koszykiem, wyciągając go rytmicznie do gości i powtarzając cicho, lecz z naciskiem: – Zapłać… zapłać… zapłać…”

Bernard Żeromski

Niezwykle zabawną i barwną postacią w Jeżycjadzie jest Bernard Żeromski. Jego kwiecisty styl i jowialność potrafią naprawdę rozbroić. Pisałam już o tym, ale uwielbiam opis romantycznego wyjazdy Gaby i Grzesia, z okazji z jej imienin. Niefortunnie dołączył do nich właśnie Bernard.

„Grzegorz w kuchni cisnął pokrywką. – Nie idzie mu chyba najlepiej – rzekł konfidencjonalnie Bernard. – Cóż, wracając do rzeczy… o czym to, Gabriello, mówiliśmy ostatnio, zanim zaczęliśmy mówić o mnie? (…)Wszedł Grzegorz. – Skończyłem – obwieścił posępnie. – Bardzo ładnie – pochwalił go Bernard. – Pójdź tu, druhu, siadaj z nami. Nie przeszkadzasz nam w najmniejszym stopniu. – Nie śmiałbym przypuszczać – mruknął Grzegorz i wymownie spojrzał na żonę, która, z miłości do niego, z najwyższym trudem opanowała wybuch homeryckiego śmiechu. – Przepadam za rozmowami z tobą – zachęcił Grzegorza Bernard; uśmiechając się z całą życzliwością. – Przypominasz mi zawsze moją ciotkę, chłopkę z zapadłej wsi na Polesiu, która skończyła tylko pięć klas szkoły podstawowej. – Dziękuję – powiedział Grzegorz, a Gabriela nagle wstała i wyszła. – To dlatego, że masz tyle zdrowego, chłopskiego rozsądku – wytłumaczył mu Bernard. W kuchni Gabriela płakała ze śmiechu, zgięta nad zlewem, a Bernard kontynuował swe wywody.”

Ciotka chłopka z zapadłej wsi na Polesiu jest hitem ❤

Józinek

Bardzoo ubawiła mnie również Idusia wygaszająca długie monologi do malutkiego Józinka w „Córce Robrojka”. Jej syn w końcu przemówił, bardzo w swoim stylu.

” – Józinku, co ty się tak dzisiaj wiercisz? (…) Kto włożył obcęgi do wózka? Milczysz. A ja chyba wiem, kto. Ty, Józefie. Byliśmy w domu tylko we dwoje. Mów mi zaraz, drogie maleństwo, kto włożył obcęgi do wózka! Hm? Józinek?
– Zinek – potulnie zgodził się malec.
– No! Nareszcie przemówiłeś. A po co, przepraszam, załadowałeś do niemowlęcego wózka wyposażenie skrzynki swojego taty – majsterkowicza? Hm? Chciałeś może po drodze dokonać jakichś pilnych napraw? No? Dowiem się czy nie?
– Ne – stanowczo rzekł Józinek.
– Ach, nie dowiem się. Jesteś dziś zagadkowy, mój synu. Naprawdę – intrygujesz mnie. Zresztą, ty nie tylko dziś mnie intrygujesz, ty intrygujesz mnie od początku naszej znajomości, i przez cały czas nie chce mi się pomieścić w głowie, że moja rodzina może mówić prawdę na twój temat. Otóż meldują mi oni zbiorowo, że kiedy tylko ja znikam z horyzontu, ty zaczynasz wypowiadać całozdaniowe opinie, i to podobno zupełnie dorzeczne.(…) Doszłam już do tego, że zaczynam przypuszczać, iż gadanina moja po prostu cię nuży i męczy, i że to dlatego milczysz jak zaklęty, nie reagując na moje prośby ni błagania. Powiedzże mi krótko, prosto z mostu, z tak zwaną żołnierską szczerością – czy moja gadanina cię nuży?
– Nuzy – przytaknął Józinek, wpatrując się bezmyślnie we własną nogę.
– Zaraz, zaraz. Wciąż nie wiem. Czy powtórzyłeś po prostu, jak papuga, ostatnie słowo, czy przytaknąłeś mi świadomie?
– Siadomie – rzekł Józinek, poprawił się w wózku i wyjął spod tyłeczka nieduży, poręczny młotek.
– Ja zaraz zwariuję. Chłopcze! Błagam! Powiedzże coś od siebie! Powiedz, po co zabrałeś z domu narzędzia? Co chcesz nimi robić?!
– Bić klasnala – oznajmił wreszcie Józinek, a jego matka umilkła, ponieważ ją zatkało.”

Tak, to prawda, Józinek postanowił zniszczyć krasnala ogrodowego. Wojownik!

Trofeum

W humor obfituje również „Kłamczucha”. Uwielbiam scenę początkową, kiedy to Anielka ugrzęzła w okienku.

„Ten moment wybrało sobie Przeznaczenie, by postawić znów na drodze życia Anieli
złotowłosego Pawełka. Pogwizdując wbiegł on z ulicy na parter, stwierdził, że znajdują się tam tylko drzwi z napisem „Kurka”, i wobec tego wbiegł na pięterko, przeskakując po pięć stopni swymi długimi nogami. Głowa i biust Anieli, tkwiące w okrągłej ramie tuż pod sufitem na kształt trofeum myśliwskiego, z tobołkiem w zębach i grozą w wytrzeszczonych oczach, szczęśliwie nie znalazły się w polu jego widzenia. Stukał do drzwi i nasłuchiwał, stukał znów i sykał ze zniecierpliwieniem. a wreszcie, po dłuższej chwili bezowocnego czekania, zawiedziony zawrócił.
Tymczasem Aniela, widząc, jak Paweł oddala się i znika z jej domu, a tym samym i z życia, dokonała ostatniego rozpaczliwego wysiłku. Zaparła się czubkami stóp o przeciwległą ścianę spiżarni, napięła mięśnie, odepchnęła się nogami z olbrzymią, z rozpaczy zrodzoną siłą i katapultowała się wreszcie, spadając z głuchym łomotem na schody. Niestety, zanim doszła do siebie, zanim zreflektowała się, że ma na sobie wyłącznie figi i biustonosz, zanim latającymi z pośpiechu rękami wdziała sweterek i spódnicę i zbiegła po schodach na łeb, na szyję – Pawełek zniknął.”

Cóż za dramatyzm!

I na tym dzisiaj zakończę dzisiejszą porcję humoru. Niedługo podzielę się kolejną częścią swoich ulubionych komicznych fragmentów Jeżycjady.

A jakie są Wasze?

Wszystkie ilustracje są autorstwa Małgorzaty Musierowicz i pochodzą ze strony musierowicz.com.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s